Fashion passion, czyli żyć z mody

Kategoria: 
Blichtr świata mody kusi. Czy jednak jest niedostępny dla zwykłych śmiertelników? Okazuje się, że różne jego oblicza można oswoić i żyć z mody.

Czerwone dywany i premiery – tam liczy się styl, oryginalność i marka. Tam są tez ogromne pieniądze. By jednak żyć z mody nad Wisłą, wcale nie trzeba ubierać pierwszych nazwisk Hollywood – przynajmniej na początku…

Modą można się bawić na własny użytek, przerabiając, doszywając i ozdabiając, jednak jeśli miłość do niej jest silna, umysł giętki i kreatywny, a determinacja do działania silna, może warto zastanowić się nad rozpętaniem I wojny modowej? Oto historie osób, które spróbowały.

Torebkowy szał Zuzi Górskiej

Torba Perfect Vintage Zuzi GórskiejNajpierw był blog Szycie jest piękne, na którym Zuzia Górska prezentowała swoje dzieła – funkcjonalne portfele i artystyczne, solidnie wykonane torby.  Jak napisała na blogu w grudniu 2010 roku:

Gdy zakładałam bloga nieco rok temu, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Nie znałam blogowego świata prawie wcale. Był to moment, kiedy poczułam lekki marazm, spowodowany siedzeniem samej z dala od cywilizacji, z dziećmi, w domu. Cała energia, którą miałam, szła właśnie w domowe ognisko. Jednak moja natura, osobowość, potrzeba rozwoju, charakterek, nie pozwolił mi długo w tym marazmie tkwić, choć był on całkiem wygodny. (…). Jak ja siedziałam w domu z dziatwą, to małżonek szanowny realizował swoje pasje. Zazdrościłam mu, jednak nie miałam pomysłu na siebie.  Aż tu nagle zaczął się blog.  Znalazłam SWOJĄ przestrzeń.  Swoją pasję, tylko swoje sprawy.

Blog zdobył ogromną popularność wśród tych o rękodziele. Fani jej wyrobów nieraz pisali w komentarzach prośby, by zaczęła produkcję na masową skalę. I w końcu doczekali się – w 2012 roku podwoje otworzył sklep www.zuziagorska.pl. Jak przyznawała w wywiadach artystka, kompletnie nie spodziewała się sukcesu na taką skalę. Liczyła, że miesięcznie uda jej się sprzedać ok. 30 torebek. Liczba zamówień dochodzi dziś do… 350 (na zdjęciu model Perfect Vintage).

Kobieta na krańcu Polski

Firma nazwana Pracownią Twórczą Zuzi Górskiej nie działa w wielkim mieście, nie ma ekskluzywnego showroomu. Torby powstają w starej szkole w Odrzykoniu na Podkarpaciu, którą właścicielka wyremontowała i zaadaptowała na swoje potrzeby.  Torby sygnowane nazwiskiem trzydziestoletniej projektantki noszą i polskie celebrytki, i wielkomiejskie fashion victims, i zwykłe kobiety, jakich wiele na ulicach. Na Facebooku profil śledzi niemal 30 tysięcy osób.

Górska prowadzi oprócz bloga Szycie jest piękne dziennik w NaTemat.pl – opisuje tu miedzy innymi trudności związane z prowadzeniem firmy w Polsce. 

Śliczne dzieci w ślicznych ciuszkach

Dzieciom ma być przede wszystkim wygodnie, ale w czasach, gdy wygląd liczy się tak bardzo, wielu rodziców stara się zaszczepić pociechom poczucie estetyki już od najmłodszych lat. Są to zazwyczaj rodzice, którzy mają środki, by w ten sposób rozumować – są zamożni, ale zabiegani i szalenie zajęci, dlatego brakuje im czasu na szperanie w działach dziecięcych w poszukiwaniu modnych, ale i dobrych gatunkowo ubranek dla dziecka.  Rozwiązaniem może być zatrudnienie dziecięcych stylistek z Stylovely, które za opłatą skompletują garderobę w taki sposób, by w każdej konfiguracji wyglądała modnie i atrakcyjnie.

Stylovely założyły Karina Zielińska (mama 7-letniej Gabrysi i 4-letniego Tobiasza) oraz Joanna Grzanko (mama 6-letniego Oliviera i 4-letniej Bianki). Jak piszą o sobie na stronie, firma jest wypadkową sytuacji rodzinnej oraz pasji, jaką jest moda i zakupy. W wywiadzie dla „Sukcesu” tak opowiedziały o początkach działalności:

Z Asią poznałyśmy się na placu zabaw. Zwróciłam uwagę na jej dzieci, bo były bardzo stylowo ubrane: córka kolorystycznie dopasowana do taty, synek do mamy. Super pomysł. Zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że interesujemy się stylizacją dzieci, w dodatku mamy podobny gust. Zaczęłyśmy się przyjaźnić, a potem wpadłyśmy na pomysł wspólnego biznesu.

Firma powstała w 2011 roku. W ofercie Stylovely jest tzw. shopping, czyli zakupy na zlecenie, oraz stylizacja: Pomożemy umiejętnie i efektywnie zrobić zakupy, unikając wydawania pieniędzy na zbędne rzeczy. Pośrednicząc w zakupach  w ekonomiczny  sposób stworzymy gotowe zestawy wygodne i dobrane odpowiednio do wieku dziecka – czytamy na stronie firmy.

Nie bez znaczenia jest tu także aspekt edukacyjny – w ten sposób można wyrobić w dziecku dobry smak, który na pewno zaprocentuje w przyszłości np. w życiu zawodowym:
- Warto umiejętnie kształtować gust małego człowieka. Instruujemy też rodziców, jak przekonać dziecko do danego stylistycznego rozwiązania.- tłumaczyły właścicielki formy w wywiadzie dla magazynu „Sukces”.

Praca stylistek dzieli się na etapy: najpierw spotykają się w domu klienta i przeglądają szafę dziecka, dzięki czemu wiedzą, co maluch lubi nosić. Potem idą na łowy. Po powrocie prezentują zdobycze i rozpoczyna się przymierzanie. Jak zapewniają, rzadko kiedy muszą oddawać to, co nie trafi w gusta klienta.

Ile zarobi stylistka?

Podstawowa usługa, czyli przegląd szafy dziecka, analiza upodobań oraz zakupy z dowozem do domu kosztuje 300 zł – bez ceny ubrań. Całodzienny shopping pod okiem stylistki to wydatek rzędu 600 zł. Indywidualnie liczy się koszt usługi specjalnej – np. zakupów okolicznościowych, na chrzest czy komunię.

Dres dobry na wszystko

Szary materiał, wygoda, styl – to słowa-klucze opisujące markę risk. made in Warsaw. Stworzyły ją dwie młode – bo ledwo trzydziestoletnie - dziewczyny z Warszawy, Klara Kowtun i Antonina Samecka. Pierwsza jest, jak czytamy na stronie WWW, filozofką, krawcową II stopnia, stylistką, druga zaś, z wykształcenia italianistka, prawie zjadła zęby w prasie kobiecej, pisząc przez 10 lat do różnych magazynów. Obie kochają modę, jednak jak piszą:

Nie dbamy o sezony. W końcu szarą bluzę z kapturem można zabrać i na deskę snowboardową, i na surfingową. Dla nas najważniejszy jest krój. Ubranie musi przede wszystkim dobrze robić sylwetce, moda ma drugorzędne znaczenie.

Haute couture by risk

Risk oferuje dresy. Ale nie są to zwykłe bawełniane spodnie, a prawdziwe cacka uszyte z miękkiej szarej bawełny, które krążą wokół inspirującego je klasyka – szarej bluzy z kapturem. I tak mamy marynarki, sukienki, szlafroki, kombinezony, a nawet pościel. Dresową. Każdy projekt ma swoją nazwę: mamy baldresówkę (szeroka długa spódnica), małą szarą (elegancka sukienka podkreślająca płeć), miś you (ciepła bluza) i inne. Na zdjęciu - Hug me.

Risk rozwija się bardzo prężnie – co i raz pojawiają się nowe modele ubrań, a dziewczyny można spotkać na co większych modowych wydarzeniach. Ich kolekcją zainteresowała się także telewizja.

Ubrania marki można kupić w Internecie oraz w nowo otwartym butiku w Warszawie, ich ceny wahają się od ok. 100 zł do ok. 400 zł. Są szyte w Polsce, co podnosi koszty produkcji, ale dzięki temu mogą być poddawane ścisłej kontroli jakości.

Po nitce do sukcesu

Praca w modzie marzy się niejednemu. Branża jest dość hermetyczna, ale należy zadać sobie pytanie, czy na pewno musimy zostać z miejsca drugim Lagerfeldem czy Diorem. Może na początek wystarczy nam pozycja ciekawego młodego projektanta z perspektywami lub obiecującego stylisty? Przytoczone sylwetki pozwalają stwierdzić, że warto próbować!

Gdzie można sprzedawać swoje dzieła:

  • Pakamera.pl
  • Art-madam.pl
  • Srebrnaagrafka.pl
  • pl.Dawanda.com
Fot.: © Olivier26 | Dreamstime Stock Photos & Stock Free Images, materiały firm

Skomentuj artykuł