Z Matriksa do misy

Od mojego rozmówcy usłyszałem, co łączy fizykę kwantową z szamanizmem, dlaczego więzi nas system oraz co bębny mają wspólnego z relaksacją. Ale przede wszystkim - jak pasja i spełnienie prowadzą do założenia własnej firmy.

Na co dzień Jarosław Kordys jest doradcą kredytowym. Po pracy jednak chętnie szuka - w bibliotekach, internecie czy filmach. A szukając, dokonuje odkryć takich jak książka „Sekret” Rhondy Byrne. To rzecz o tym, jak ważne jest pozytywne nastawienie do życia, a jak mało istotne są natrętne myśli tworzące stres, który niszczy nas od środka. I nie pozwala uwolnić potencjału: radości oraz szczęścia, które w nas drzemią - relacjonuje.

Ponad system

Lektura „Sekretu” sprawiła, że zadał sobie pytanie, jak pozbyć się tych myśli i uwolnić ten potencjał. Zaczął od filozofii, by przejść przez ezoterykę, religię, aż po fizykę kwantową, po drodze czerpiąc też z bioenergoterapii czy szamanizmu. - Wszystkie te dziedziny prowadziły mnie do podstawowego źródła - wyznaje. - To spokój i radość, które drzemią w każdym z nas.
A jak on sam do nich zmierzał? - Pierwszym krokiem było odsunięcie telewizji, bo media przedstawiają subiektywny i raczej negatywny obraz rzeczywistości. Potem zacząłem obserwować siebie, swoje emocje i słuchać głosu własnej intuicji. Mogę to przyrównać do filmu „Matrix” - ożywia się. - Byłem osobą, która żyła w systemie i pewnego dnia mogła wznieść się ponad to. My też jesteśmy w takim Matriksie: nie mamy czasu dla samych siebie, a czysty potencjał, który posiadamy, jest tłumiony przez codzienną zaszufladkowaną rzeczywistość. Dlatego chciałem się uwolnić od tych mechanicznych zachowań i systemu, który mnie ograniczał.

- Najłatwiej osiągnąć to przez niemyślenie - mówi po chwili, a widząc moje zdziwienie, wyjaśnia: - Od dłuższego czasu interesuję się sposobem na głęboką relaksację, która wpływa pozytywnie na zdrowie. Dziś trudno osiągnąć taki stan przez zwykłą medytację w ciszy i skupianie się na oddechu, bo żyjemy w ciągłym biegu, dlatego szukałem alternatywnej drogi. Chciałem uzyskać rozwiązanie dla ludzi, którzy nie mają czasu na wielogodzinne kontemplacje.

W ten sposób pan Jarek przypomniał sobie o tzw. muzyce relaksacyjnej. - Płyty z takimi nagraniami (fale oceanu, muzyka lasu, dźwięk strumyka itp.) można kupić w księgarniach czy kioskach, ale ja chciałem pójść o krok dalej - mówi. - Tak dowiedziałem się o Monroe Institute w USA, który tworzy muzykę Hemi-Sync, wykorzystującą najnowsze technologie w połączeniu z bardzo miłymi dźwiękami. Synchronizuje ona półkule mózgowe i obniża fale mózgowe do bardzo korzystnych częstotliwości (alfa i delta), które powodują głęboką relaksację oraz wiele korzyści zdrowotnych. Potem dowiedziałem się, że taki efekt można osiągnąć także używając dźwięku ustawionych wokół głowy mis tybetańskich - dodaje.

Los hojnie stawiał na drodze J. Kordysa ludzi, którzy dzielili się tą wiedzą. Jednym z nich był Kuba Korycki, nauczyciel jogi kundalini i jogi gongu. - Na własnej skórze mogłem poczuć skutki działania masażem gongu oraz dźwięku bębna szamańskiego. Skończyłem u niego zaawansowany kurs masażu misami tybetańskimi i w ten sposób zaczęła się przygoda z dźwiękiem - opowiada.

Skuteczne i wysublimowane

Kiedy pytam, dlaczego chciałby dzielić się wiedzą o relaksacji dźwiękiem, pan Jarosław wraca do swoich poszukiwań. - Brakowało mi pewności siebie, bo w moim otoczeniu nie było ludzi, którzy doświadczali tego, co ja. Na szczęście wkrótce zacząłem poznawać ich w internecie, a potem okazało się, że mieszkają niedaleko, bo w Warszawie czy w jej okolicach, a w końcu, że w Siedlcach również są takie osoby. Tak trafiłem do klubu jogi „Studio z Pasją”, gdzie demonstruję działanie mis tybetańskich. Każdy może tam przyjść i poczuć, jak fale działają na jego organizm, zwłaszcza że w przypadku tej metody brak przeciwwskazań zdrowotnych - zachęca.

I dodaje, że zauważa w Siedlcach rosnące zainteresowanie tą tematyką. - Ale ciągle nie ma tu miejsca, w którym tacy ludzie mogliby się relaksować się przy profesjonalnie przygotowanych przyjemnych dźwiękach, które naładują pozytywną energią na kolejne dni. A proszę mi wierzyć, to bardziej skuteczny i wysublimowany sposób niż spędzanie czasu w barach czy dyskotekach.

Stąd plany uruchomienia własnej firmy, która odpowiedziałaby na takie zapotrzebowanie. - Na razie to wyłącznie pasja i spełnienie. Czuję jednak, że trzeba twardo stąpać po ziemi i podjąć pewne kroki. Może to będzie klub, gdzie można by uczestniczyć zarówno w zajęciach grupowych, jak i indywidualnych? - zamyśla się J. Kordys. - Ale ciągle jeszcze badam grunt - zastrzega.

Zdradza przy tym, że jeśli dojdzie do realizacji tych planów, skorzysta z umiejętności nabytych w firmie, w której pracuje. - Oprócz udzielania kredytów zajmuję się promocją. Myślę, że wystarczającym sposobem zareklamowania takiego klubu byłby billboard przedstawiający zrelaksowaną osobę w otoczeniu pięknej przyrody. To zachęciłoby ludzi, którzy wiedzą, czego chcą. Ale nie każdy jest na to gotowy. Wielu osobom jest bardzo dobrze w Matriksie. Umościły się w nim i za wszelką cenę będą chciały tam zostać - kończy.

Bogdan Szumow

Fot. Sxc.hu

Skomentuj artykuł