Ryzykant i brafitterka

To będzie historia o kobiecie z pomysłem na siebie i poczuciem misji. Ale też mężu, który ma wiarę w żonę. Oraz pomysł, jak z tego zrobić firmę.

Naszą opowieść zaczniemy od Anny Cabaj pracującej jako handlowiec w branży okienno-drzwiowej. Nie zatrzymamy się jednak dłużej na tym etapie jej życia. - W 2011 r. urodziłam syna. Po urlopie macierzyńskim przeszłam 2 skomplikowane operacje, więc byłam na zwolnieniu lekarskim - wspomina dziś. - Wiosną ubiegłego roku miałam możliwość powrotu do pracy. Ale po kilkunastu miesiącach spędzonych w domu patrzyłam na wszystko już trochę inaczej i zaczęłam zastanawiać się, czy wciąż będę dobrym pracownikiem - dodaje.

Ryzykant i brafitterka

Tak w tej historii pojawił się mąż pani Anny. - Pewnego dnia zaczęłam opowiadać mu o brafittingu. Sama przeszłam drogę zmiany rozmiaru, a kilka moich koleżanek miało problem z kupnem odpowiedniego stanika. Mówiłam mu, że w Siedlcach jest niewielki wybór takich produktów, ale w Polsce brafitting staje się coraz bardziej popularny: są specjalistyczne kursy, fora internetowe i sklepy. Nie sądziłam, że mąż podejdzie do tego tak entuzjastycznie, bo jest osobą raczej twardo stąpającą po ziemi. Tym razem jednak okazał się ryzykantem i nakłonił mnie do tego, żeby spróbować.

Jak się okazuje, nie tylko pan Cabaj uważał ten pomysł za dobry. - Koleżanki, którym o tym opowiadałam, zaczęły dzwonić z pytaniem: „Kiedy w końcu otworzysz ten biznes? Ciągle nie ma gdzie kupić dobrych biustonoszy”. To mnie podbudowywało i poczułam, że musi się udać - mówi pani Anna.

W wakacje zaczęła poszukiwania kursu brafitterskiego. - Skontaktowałam się z osobami, które prowadzą takie zajęcia - opowiada. - Jedna z nich to guru w tej dziedzinie, sama szyje staniki, ma własną firmę i sieć sklepów. Wzięłam udział w 7 zjazdach. Było bardzo ciekawie, łącznie ze spotkaniem na temat pracy z trudnym klientem, a późną jesienią kurs zakończyły egzaminy: teoretyczny (przeliczanie obwodów czy rozmiarów miseczek) i praktyczny (z klientką w przymierzalni). Ale i tak myślałam: „W co ja się pakuję?”. Przed kursem wydawało mi się, że wiem dużo, a po nim cały czas odnoszę wrażenie, że im więcej wiem, tym mniej wiem - wyznaje.

Wtedy na scenę powrócił mąż świeżo upieczonej brafitterki. - Nowy biznes dodał mu na nowo energii. Pomagał mi załatwiać dokumenty i wspierał doświadczeniem, bo sam też prowadzi działalność gospodarczą, chociaż w bardzo odległej branży. A przede wszystkim rozszerzył ją o prowadzenie sklepu, przez co ominęły mnie kwestie związane z księgowością, na której się nie znam. Mam wolną rękę w sprawie kolorów i wzorów, a on często podpowiada, żebym jeszcze coś zamówiła. I tak zostałam szefową filii jego firmy - żartuje pani Anna.

Rozmowa wliczona w cenę

Sklep Wygodne Biustonosze przy ul. Bohaterów Getta 2 działa od marca. Ale nie tylko z pomocą męża pani Anny. Właścicielka korzysta także z rad pań, które poznała na kursie. - Jedna otworzyła taki biznes w Łańcucie, a druga ruszy na początku kwietnia w Koszalinie. Piszemy do siebie maile, wymieniając się doświadczeniami i nieoficjalnymi radami, jakiego towaru nie warto sprzedawać. Takie kontakty z bardziej doświadczonymi koleżankami są bardzo istotne - zdradza. Jak mówi, także jej przyjaciółki zaangażowały się w uruchamianie sklepu. - Codziennie dostaję sms-y w rodzaju: „W czym Ci pomóc?”. Roznosiły ulotki, a teraz podsuwają inne pomysły na promocję, na przykład spotkania w szkole rodzenia. No i przekazują pocztą pantoflową informacje o tym, że już ruszyłam, bo nic nie działa tak jak panie rozmawiające przy kawie.

Damska część bliższych i dalszych znajomych już poczyniła zakupy w Wygodnych Biustonoszach. Ale przybywa też klientek, które sprowadza tu potrzeba. - Najczęściej przychodzą panie mające problem z rozmiarem stanika. W pozostałych sklepach z bielizną dominują raczej te „bezpieczne”, czyli takie, które najczęściej się sprzedają. Tu istnieje możliwość sprowadzenia na zamówienie nie tylko konkretnego rozmiaru, ale i koloru czy fasonu - podkreśla Anna Cabaj.

- Wiele kobiet mówi, że chcą tylko popatrzeć, albo że nie będą się rozbierać, bo jest zimno - dodaje. - A ja od początku byłam spragniona klientki, która wyszłaby zadowolona. Miałam taką już 2 dni po otwarciu. Nie przyszła na zwiady, tylko wpadła o 9-ej i oznajmiła, że na 10-ą musi zdążyć do pracy. Potem wyszła z przymierzalni i poprosiła, żebym odcięła jej metkę, bo stanik jest tak fajny, że w nim wyjdzie. Jej radość mnie uskrzydliła, więc zadzwoniłam do męża, że sprzedałam pierwszy stanik klientce w potrzebie. Cieszył się razem ze mną, wcale nie miał pretensji, że zawracam mu głowę.

Każdy brafitter powie, że około 80 procent kobiet ma źle dobrany biustonosz. Anna Cabaj dodaje do tego inną liczbę. - Przymierzanie kilku staników trwa mniej więcej 30 minut. Dlatego zanim klientka wybierze modele do przymiarki, próbuję z nią rozmawiać. Staram się zmniejszyć dystans, stworzyć miłą atmosferę, żeby nie czuła się skrępowana. Często proponuję kawę i nawiązujemy luźniejszą rozmowę. W poprzedniej pracy też dobierałam kolor i fason, ale teraz zmniejszył się rozmiar i asortyment - śmieje się. A kiedy przychodzi czas na pointę, wyznaje: - Nie wiem, jak to się skończy, bo tego typu sklep to nie jest interes pewniak. Dziś cieszę się, jeśli klientka jest zadowolona z zakupu. I to mnie uskrzydla.

Bogdan Szumow

Fot.: © Uatp1 | Dreamstime Stock Photos & Stock Free Images

Skomentuj artykuł