Od osiołka do MINI ZOO

Państwo Linkiewiczowie z miejscowości Horodyszcze udowadniają, że nawet w bardzo małej miejscowości może powstać coś naprawdę niezwykłego. Ich MINI ZOO w sezonie przyciąga tłumy turystów.

W sezonie wieś Horodyszcze (położona niedaleko Białej Podlaskiej) jest niezwykle popularnym punktem na turystycznej mapie Podlasia. Dzieci, ale nie tylko, pragną z bliska obejrzeć zwierzęta, które w warunkach naturalnych żyją w dalekiej Ameryce czy  Afryce, zaś w najlepszym przypadku można je oglądać w warszawskim ZOO.

Miał być zajazd, powstało MINI ZOO

Bogdan Linkiewicz , właściciel niezwykłego gospodarstwa,  mówi, że trudno jest mu jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wspólnie z żoną założyli właśnie MINI ZOO . - Myśleliśmy o otwarciu zajazdu w Wisznicach. Zrezygnowaliśmy jednak, głównie ze względu na fakt, że wymagało to z naszej strony poniesienia znacznych nakładów finansowych. A i czas realizacji takiej inwestycji byłby dość długi- wyjaśnia.

Linkiewiczowie zdawali sobie jednak sprawę, że prowadząc tradycyjne gospodarstwo rolne, raczej nie uzyskamy satysfakcjonujących przychodów i mile widziana byłaby jakaś dodatkowa działalność. Dobrym rozwiązaniem wydawało się gospodarstwo agroturystyczne. Wypoczynek na świeżym powietrzu cieszy się dużym zainteresowaniem wśród mieszczuchów, postanowili więc pójść w tym kierunku. Gospodarze nie założyli jednak „klasycznej agroturystyki”, z kwaterami na piętrze i domowymi obiadami. – Nie mieliśmy pokoi gościnnych, postanowiliśmy w inny sposób przyciągać do nas turystów . Zaproponowaliśmy możliwość obejrzenia z bliska wszystkich zwierząt mieszkających w naszym obejściu, przejażdżki na kucykach i bryczką, ogniska. Dodatkowo zorganizowaliśmy plac zabaw dla dzieci- wyjaśnia B. Linkiewicz.

Z Afryki do niewielkiej wioski na Podlasiu

Patrząc na działalność MINII ZOO, od razu chce się zapytać, jak udało się sprowadzić do niewielkiej miejscowości na wschodzie Polski tak pokaźną gromadkę zwierząt z kilku kontynentów? - Początek działalności naszego MINI ZOO to maj 2007 r. - wspomina właściciel. - Może to, co teraz powiem, dla wielu osób będzie zaskakujące, ale zakup egzotycznych zwierząt nie stanowi najmniejszego problemu. Wiadomo, że pewną barierą są finanse, bo takie okazy są droższe niż nasze rodzime zwierzęta, ale nie jest to aż tak duży wydatek, jak niektórzy mogą sądzić – podkreśla Bogdan Linkiewicz.

Na początku do gospodarstwa trafiły kucyk i osiołki, a później systematycznie przybywały kolejne mniej lub bardziej egzotyczne zwierzaki. W niespełna dwa lata właścicielom MINI ZOO udało się sprowadzić naprawdę ciekawe okazy fauny. W ich gospodarstwie pojawiły się: strusie afrykańskie, guanako, alpaki, daniele, jelenie miniaturowe, lamy, owce grzywiaste, króliki różnych ras, a nawet wielbłąd. Oczywiście Linkiewiczowie nie zrezygnowali z hodowli zwierząt, które na co dzień można spotkań w polskich gospodarstwach.

Właściciele tego niezwykłego zwierzyńca podkreślają, że egzotyczne zwierzęta nie sprawiają aż tylu problemów, jak można było się spodziewać. -  Hodowane w naszym gospodarstwie zwierzęta nie wymagają jakichś szczególnych warunków. Dbamy o nie podobnie jak o rodzime krowy czy konie. Są bardzo odporne na choroby, nie mają też szczególnych wymagać co do paszy - zapewnia Bogdan Linkiewicz.

Kolejne zwierzęta, kolejne atrakcje

MINI ZOO jest odwiedzane przez turystów zwykle w okresie od maja do września. Najczęstszymi gośćmi w gospodarstwie są najmłodsi. Dzieci chętnie oglądają na żywo zwierzęta widziane do tej pory jedynie na stronicach książki lub w telewizji. Taka wizyta jest więc dla nich prawdziwą lekcją przyrody. - Chyba największą sympatią naszych najmłodszych gości cieszą się alpaki. To bardzo przyjazne zwierzęta, skore do zabawy, wprost kochają być głaskane. Milusińscy lubią także kucyki, króliki, ale i praktycznie wszystkie pozostałe zwierzęta- mówią właściciele MINI ZOO.

Państwo Linkiewiczowie zdawali sobie od początku sprawę z tego, że swoją działalność muszą stale rozwijać. Z każdym rokiem w ich gospodarstwie pojawiały się kolejne egzotyczne zwierzaki, w ich gospodarstwie pojawił się m.in. kangur. Właściciele tego niezwykłego gospodarstwa stale rozwijają też listę usług oferowanych turystom. Pojawiają się też coraz to nowe atrakcje dla najmłodszych i tych nieco starszych. Odwiedzający MINI ZOO mogą m.in. zagrać w bilard, a najmłodsi mogą bawić się w dmuchanym zamku.

Linkiewiczowie postawili również na sprzedaż pamiątek, wśród oferowanych turystom produktów są m.in. strusie jaja. Właściciele nie zapominają również o promowaniu swojej działalności- ich gospodarstwo posiada własną stronę internetową, na której można znaleźć wszystkie niezbędne informacje i obejrzeć galerię zdjęć (http://www.minizoo.za.pl/).

Czasami warto iść pod prąd

Niezwykłe gospodarstwo z miejscowości Horodyszcze to przykład kreatywnego wykorzystania własnych możliwości. Oryginalny pomysł i konsekwencja w działaniu sprawiły, że właściciele niewielkiego gospodarstwa na Podlasiu stworzyli unikatowe MINI ZOO, które w sezonie odwiedzają tłumy turystów. Po kilku latach przyszedł też czas Ne realizację kolejnego przedsięwzięcia, właściciele MINI ZOO spełnili również marzenie o otwarciu zajazdu w pobliskich Wisznicach.
Ludzi, którzy tak jak Linkiewiczowie potrafią podjąć ryzyko i wbrew radom najbliższych czy sąsiadów zdecydować się na tyleż odważne, co ryzykowne przedsięwzięcie nie spotyka się często. A szkoda, bo są doskonałym przykładem tego, że wszędzie można stworzyć coś naprawdę ciekawego, trzeba mieć tylko pomysł i konsekwentnie go realizować.

Monika Szeczuk

Fot.: Xaviermarchant, stockfreeimages.com

Skomentuj artykuł