Ćwiczenia z odpowiedzialności

Baba, na dodatek krótko po studiach, jako właścicielka portalu internetowego. Czy to może się przyjąć?

 

Historie tego typu zaczynają się zwykle od obrazu małej dziewczynki, w której ręce przez przypadek wpada aparat fotograficzny. Historia Anety Borkowskiej taka nie jest. - Kiedyś znalazłam kilka starych aparatów u dziadka, ale nikt nie potrafił mi dobrze wytłumaczyć, jak się nimi posługiwać - wspomina dzisiaj. Na to, żeby bakcyl się rozwinął, musiała czekać aż do studiów. - Pewnego dnia poszłam na wystawę fotograficzną w Miejskim Ośrodku Kultury. Tak mnie to zafascynowało, że zapisałam się do sekcji fotograficznej tego ośrodka. To tu od Andrzeja Rucińskiego nauczyłam się najwięcej. Potem postanowiłam się dokształcić w studium fotograficznym w Warszawie - streszcza ten etap.

Może coś własnego?

A zaraz dodaje, że fotografem prasowym stała się już przez czysty przypadek. - Po studiach nie chciałam wyjeżdżać z Siedlec i szukałam jakiejkolwiek pracy. Zaczepiłam się w barze, a Beata Głozak, przyjaciółka, z którą studiowałam, dostała pracę w tygodniku „Życie Siedleckie”. Szukali tam fotografa, więc mnie poleciła - mówi. W „Życiu” pracowała prawie rok, także jako dziennikarka. - Ta praca dodała mi pewności siebie - zdradza z uśmiechem, ale i rozrzewnieniem.

Za pewnością siebie poszła decyzja, że chce pozostać w tej branży. - Trzeba było pomyśleć, co dalej - przypomina sobie Aneta. - Wiedziałam, że nie dostanę takiej pracy w siedleckich mediach, więc przyszedł pomysł: może założyć coś własnego? Gazetę odrzuciłyśmy, bo to kolosalne koszty, ale pomyślałyśmy o Internecie. Co prawda funkcjonowały już wtedy strony lokalnych tygodników, ale nie było portalu informacyjnego.

Był więc pomysł i gotowość do ryzyka, jednak brakowało... pieniędzy. Wtedy Aneta pomyślała o dofinansowaniu unijnym w ramach projektu „Czas na Biznes”, bo wcześniej skorzystali z niego jej znajomi oraz osoby, o których pisała jako dziennikarka. Ale łatwo nie było. - Nie miałam zielonego pojęcia, jaki sposób rozliczenia będzie najkorzystniejszy. Nie wiedziałam nawet, co to znaczy być VAT-owcem - śmieje się. - Musiałam skorzystać z pomocy znajomej księgowej. Poza tym mechanizm „Czasu na Biznes” zmusza do myślenia, co i za ile. Nie ma miejsca na „dostanę pieniądze i jakoś to będzie”. Trzeba było wybrać konkretny aparat, obiektyw czy komputer, wycenić wszystko co do złotówki oraz mieć nazwę - wylicza. A na koniec uspokaja, że gdy już wie się to wszystko, wypełnienie wniosku jest całkiem proste. - Wystarczy opracować cały pomysł w szczegółach - tłumaczy.

Może się nie przyjąć

W przypadku Anety ten pomysł, jak się okazuje, chwycił. Mimo sporej konkurencji jej wniosek otrzymał dofinansowanie. Kiedy pytam, co przekonało urzędników, odpowiada: - To, że w Siedlcach nie było wcześniej takiego portalu, a w „Czasie na Biznes” dominowały usługi budowlane czy fotograficzne. Chyba uznano, że coś nowego ma większe szanse na utrzymanie się.
Kiedy w listopadzie 2009 przyznano jej dofinansowanie na www.spin.siedlce.pl, czyli Siedlecki Portal Informacyjnie Najlepszy, zakupiła zgłoszony we wniosku sprzęt i rozliczyła się z Urzędem Pracy. - To było już proste - mówi. - Ale uruchomienie portalu przedłużyło się ze względu na problemy techniczne, których nie dało się przewidzieć. Nie było różowo, bo musiałam opłacać ZUS i koszty lokalu, a nie mogłam zdobywać pieniędzy z własnej pracy.

Nadszedł styczeń 2010. - Chciałyśmy, żeby portal był jak najlepszy, ale na początku miałyśmy obawy, że to może się nie przyjąć - zdradza A. Borkowska. - Pamiętam, jak przeżywałyśmy pierwsze komentarze. Na szczęście potem dosyć szybko się rozkręciło - dodaje. I to nie tylko dla Anety oraz współpracującej z nią Beaty. SPIN namieszał trochę w siedleckich mediach. - Kiedy zaczęłyśmy pojawiać się z laptopem na konferencjach czy sesjach Rady Miasta i relacjonować je na żywo, wzbudzałyśmy zdziwienie. Dziś chwilę po tym, jak wrzucimy jakąś informację, sprawdzamy, czy inni też o tym napisali. To trochę jak wyścig - komentuje, śmiejąc się.

Ale nie z mężczyznami. - Owszem, były głosy, że nie poradzimy sobie bez naczelnego, ale raczej w kontekście wieku i braku doświadczenia. Nigdy też nie odczułam, że trafiłyśmy do branży zdominowanej przez facetów, bo wśród moich znajomych jest więcej dziennikarek niż dziennikarzy - podkreśla Aneta.

Ćwiczenia z odpowiedzialności

A więc sukces? Aneta Borkowska uważa, że jeśli tak, to za dość wysoką cenę. - Kiedy redakcja to tylko dwie osoby, trzeba zajmować się wszystkim jednocześnie. Bywają dni, że musimy iść na konferencję, potem jedna na mecz, a druga na koncert, a w międzyczasie sfotografować dziurę w drodze. Podobnie z pisaniem. Czasem jest fajny temat i miło się go realizuje, a czasem sama się zastanawiam, kto to przeczyta. Przez to lubię tę pracę, ale momentami równie mocno jej nie znoszę. I czasem nachodzą mnie myśli, że wolałabym być na etacie od ósmej do szesnastej. Ale pasja mi się nie skończyła. Choćby dlatego, że tu nie mam telefonów od pracodawcy, bo wyboru dokonujemy ja i Beata.

Jak więc brzmi definicja własnej firmy według Anety Borkowskiej? - Ćwiczenia z odpowiedzialności - mówi szybko. - Prowadzenie własnej firmy jest mniej stabilne od pracy na etacie. Tam zawsze wiedziałam, że ktoś mi płaci i mnie ubezpiecza. Tutaj nie mam stałej wypłaty, bo bywają lepsze i gorsze miesiące. Z drugiej strony wiem, ile zarobiłam, i czy już mam na ZUS albo czynsz. Czasem zdarzają się nieprzewidziane wydatki, ale nie mogę narzekać, bo od kilku lat utrzymuję się z tej firmy - dodaje.

Ale w definicji Anety jest jeszcze jeden ważny punkt. - Ktoś, kto prowadzi własną firmę, wzbudza większą empatię wśród ludzi. Fajne jest to, że mam koło siebie osoby, które nie pracują w SPIN-ie, ale jeśli potrafią mi pomóc, robią to. Weźmy choćby znajomego informatyka Pawła czy księgową. Bardzo się cieszę, że nie muszę tego ogarniać. Boję się sama rozliczać, bo telefon z urzędu skarbowego zawsze przyprawia mnie o palpitację serca - śmieje się „spinka”.

- Mam nadzieję, że SPIN odbierany jest jako rzetelne medium. Jeśli tak jest, to nie tylko moja zasługa - kończy. A przyszłość? - Ciągle mamy z Beatą i Pawłem pomysły. Akurat jesteśmy w trakcie zmiany wyglądu strony. Trzeba trochę unowocześnić i dodać parę opcji. Przecież nie możemy zostać w miejscu.

 

Bogdan Szumow

Skomentuj artykuł