Biznesmama z Fasolkowa

Kategoria: 
Sklep Fasolkowo-ami.pl powstał w chwili, którą wielu nazwałoby nieodpowiednią. Jego właścicielom, Esterze i Sebastianowi Jakubowskim, właśnie urodził się drugi syn. Mimo to postanowili spełnić swoje marzenie o własnym biznesie.

Sieć pełna jest sklepów z artykułami dziecięcymi. Mimo to Fasolkowo w 9 miesięcy bardzo się rozwinęło, przyciągając wielu klientów. Bo w Fasolkowie są dobre – krakowskie, stąd bowiem pochodzą Jakubowscy – ceny oraz asortyment, jakiego próżno szukać u konkurencji: w miejsce kosztownych gadżetów z kolorowego plastiku są głównie drewniane zabawki, instrumenty muzyczne, klocki. Jak wyjaśnia Estera, jest to swego rodzaju nisza:

- Okazuje się, że takie drewniane zabawki bardzo dobrej jakości wcale nie są droższe, a nawet tańsze od plastikowych zamienników. Coraz więcej rodziców odchodzi też od modelu zabawki świecąco-grającej jako jedynej, która może zainteresować dziecko.

Oprócz „drewniaków” sklep oferuje naczynia dla dzieci, tekstylia, a nawet wózki i foteliki samochodowe.

Pytanie: dlaczego?

Co skłoniło Jakubowskich do tego, by zająć się biznesem?

- Zawsze chcieliśmy robić coś własnego, było wcześniej dużo pomysłów, ale takich nieśmiałych, które teraz, gdy patrzę na nie z perspektywy czasu, mogły okazać się strzałem w dziesiątkę – zdradza Estera. I dodaje:

- Te kilka lat, gdy się zastanawialiśmy nad założeniem Fasolkowa, to był czas ciągłego przeliczania, szukania, zastanawiania się. Oj, dużo było dyskusji pt. „plusy a minusy sklepu internetowego”. Mąż namawiał, żeby działać najpierw przez Internet, ja wolałam najpierw otworzyć sklep stacjonarny - ze strachu, z braku umiejętności i wiedzy. Początkowo wcale nie myślałam o sklepie internetowym, szukałam nawet z mężem lokalu odpowiedniego na sklep stacjonarny, ale nic konkretnego w dobrym miejscu akurat się nie trafiało. Pomysł co jakiś czas był odkładany na bok, aż do momentu, kiedy urodził się nasz drugi syn. Tak naprawdę poszliśmy wtedy na żywioł, bo decyzja, że zaczynamy, i jednoczesna realizacja to zaledwie kilka dni.

Pierwsze kroki

Sklep ruszył, gdy młodszy synek Estery i Sebastiana miał 4 miesiące. Na początku oprócz entuzjazmu było dużo planowania i ciężkiej, ciężkiej pracy. Estera zamierzała spędzić pierwszy rok życia synka Tymoteusza w domu, opiekując się nim i jego starszym bratem Emanuelem. Do obowiązków pełnoetatowej mamy doszły nowe:

-  Pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie. Nie dlatego, że coś szło źle, tylko musiałam się strasznie wielu rzeczy nauczyć - a dodać trzeba, że specjalistką od pracy przy komputerze to ja nigdy nie byłam - żartuje. - Byłam dumna z siebie, gdy udawało mi się samodzielnie zrobić i ogarnąć kolejne rzeczy. Najtrudniejszym zadaniem było zrobienie pierwszego zamówienia, kiedy w końcu udało się znaleźć jakąś sensowną hurtownię. A to wcale nie jest takie proste, jakby się wydawało! – mówi. I dodaje po chwili:

-  Teraz sama się dziwię, jak ja to wszystko ogarnęłam, bo wiedza, jaką miałam te kilka miesięcy temu - dokładniej w październiku 2012 r., kiedy ruszyliśmy - a teraz jest nieporównywalnie większa. Moją wrodzoną wstydliwość do kontaktów z obcymi ludźmi niwelowały zakupy przez internetowe hurtownie - bardzo wygodny sposób, teraz łączymy różne sposoby i miejsca zakupu towaru. Nie ma tego dużo na razie, jakieś 600 różnych produktów, ale udało się!

Do biznesu właściciele podeszli metodycznie:

- Kupowanie rzeczy jak leci z półki nie miałoby sensu – wyjaśnia z entuzjazmem Estera - bo trzeba stopniowo rozwijać dane kategorie. Jest większe prawdopodobieństwo, że ktoś kupi np. 10 różnych drewnianych instrumentów niż po jednej zabawce z najróżniejszych półek. To samo tyczy się ogólnego funkcjonowania sklepu. Musiałam na początku ustalić, jakie chcę mieć kategorie główne, co ma w nich być, w jakiej ilości, jakich producentów oraz jak duży wybór poszczególnych artykułów. Było to ciężkie, ale udało się zrobić, i tym sposobem udaje nam się co tydzień z sukcesem wprowadzać nowe artykuły.

Fasolkowo ma już wyznaczoną linię rozwoju. Estera zaplanowała, że z czasem przekształci się w placówkę stacjonarną:

- To, jakie Fasolkowo jest teraz, ma przygotować fundamenty pod takie Fasolkowo, jakie ma powstać docelowo. Można powiedzieć, że chciałabym stworzyć takie własne dziecięce imperium, w którym znajdzie się przestrzeń dla dziecka, dla rodziców, dla wspólnych zainteresowań i wspólnego rozwoju. Pierwszym kierunkiem, w którym chcę podążyć, jest sklep stacjonarny i wrzucenie tam tych wszystkich rzeczy, które mam nie tylko w magazynie, ale przede wszystkim w głowie. Więc Fasolkowo to nie tylko pomysł na biznes - dla mnie to pomysł na życie.

Czujne oko konkurencji

Branża dziecięca jest mocno oblegana. Mimo to Fasolkowo ma swoich wiernych klientów. jak Jakubowscy patrzą na konkurencję?
- Oczywiście konkurencja jest, ale naszym atutem jest to, że nasza siedziba znajduje się w Krakowie - wiele osób wybiera odbiór osobisty, a my dajemy taka możliwość niemal 24h na dobę. Nawet noc przed Wigilią nie była spokojna! Naprawdę cieszę się, jak przychodzi do mnie ktoś z dzieckiem i wybiera jakieś „drewniaki”, nie ważne, za ile i jak dużo. Ważny jest każdy klient, nawet najdrobniejszy, a coraz więcej klientów pyta nas o dalszy rozwój, o sklep stacjonarny, o szerszy asortyment - i mówią, że poczekają. To budujące i daje siłę na nowy tydzień.

Kluczem do sukcesu jest także reklama. Sklep nie miał dużego budżetu, zatem musiały wystarczyć darmowe ogłoszenia, social media i marketing szeptany:
- Byłam zdziwiona, jak wiele osób odzywa się do nas, odwiedza naszą stronę przez jakieś drobne ogłoszenie z Gumtree czy Tablicy.pl. Zawsze myślałam, że są to portale ogłoszeniowe nakierowane głównie na rzeczy używane, ale okazuje się to bardzo dobrą formą reklamy! Poza tym oczywiście poczta pantoflowa, Facebook. Nie chcę na razie inwestować dodatkowych pieniędzy w akcję reklamową, uważam, że troszkę za wcześnie. Jeszcze tu w Krakowie mamy do zdobycia masę klientów i najpierw chcę się skupić na reklamie tutaj, bardziej się rozwinąć, zwiększyć asortyment, ulepszyć stronę – mówi Jakubowska.

Podział ról

Choć oficjalnie właścicielem firmy jest Sebastian, to jego żona trzyma biznes w garści:
- Jeżeli chodzi o zajmowanie się sklepem, wybór towaru i tym podobne – to moja działka. Mąż zajmuje się sprawami finansowymi, poza tym jest świetnym taksówkarzem i tragarzem, dla mnie oczywiście – śmieje się Estera. - Do działania sklepu prawie się nie wtrąca, często ogląda stronę i radzi, co jego zdaniem można by zmienić, dodać, odjąć czy poprawić. Bardzo dobrze nam się współpracuje. – zapewnia.

Sklep Fasolkowo działa pod adresem www.fasolkowo-ami.pl.

Fot. Sxc.hu

Skomentuj artykuł